Po drugiej stronie metki

W pięknym i wyrafinowanym świecie mody pewne pytania wydają się nie na miejscu. Kupujemy coraz więcej i nie chcemy myśleć o tym kto i w jaki sposób wyprodukował nasze ubrania. Jednak tania i szybka moda ma swoją ukrytą cenę i coraz więcej konsumentów nie chce dłużej odwracać wzroku.

Ciemna strona mody



Tragedie takie jak ta w bangladeskiej fabryce Rana Plaza, gdzie zginęło ponad 1100 osób, skutecznie obnażyły społeczne piętno przemysłu odzieżowego – to w jaki sposób wielkie koncerny bez skrupułów wyzyskują siłę roboczą w krajach Trzeciego Świata. Wciąż jednak mało mówimy o tym, jaką cenę za szybką i tanią modę płaci środowisko. A cena jest przerażająco wysoka, bo przemysł tekstylny należy do jednych z najbardziej zanieczyszczających na świecie. Statystyki związane z produkcją tkanin i wreszcie gotowych ubrań są zatrważające. 2700 – tyle litrów wody potrzeba, aby wyprodukować jeden T-shirt, który zanim wyląduje na śmietniku, założymy prawdopodobnie zaledwie klika razy. To nie wszystko. Na ten sam podkoszulek przypada około 150 gramów chemikaliów. To pestycydy i nawozy wykorzystywane przy uprawie bawełny oraz środki chemiczne używane w procesie barwienia i obróbki surowego włókna. Bawełna, z której powstaje znaczna większość wszystkich ubrań i którą wielu z nas kojarzy z czymś naturalnym jest zaraz po kukurydzy najbardziej zatruwającym środowisko plonem.

Mniej znaczy więcej

Czy to znaczy, że powinniśmy przestać kupować ubrania? Nosić tylko to, co już mamy w szafie, przerabiać stare rzeczy albo pożyczać od koleżanek? Przede wszystkim możemy zacząć kupować świadomie. „Buy less, choose well” - namawia ekscentryczna brytyjska projektantka Vivienne Westwood. Warto zwracać uwagę na metki, patrzeć z jakich materiałów i w jaki sposób są uszyte dane ubrania. A ponad wszystko stawiać na jakość. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na zrównoważoną modę coraz więcej firm daje klientom możliwość wyboru, oferując m.in. odzież szytą z organicznej bawełny. Pionier tego trendu – H&M – idzie nawet o krok dalej. Poza zieloną linią Concious producent zapowiedział, że do 2020r. wszystkie jego bawełniane ubrania będą szyte wyłącznie z włókna uzyskanego w zrównoważony sposób.

Drugie życie

Tu jednak nasza rola jako konsumentów się nie kończy. Ogromną rolę odgrywa również to, co robimy z ubraniami, kiedy już dłużej ich nie chcemy. A możliwości jest coraz więcej: secondhandy, charytatywne zbiórki odzieży, czy bardzo ostatnio popularne swapping parties, gdzie możemy powymieniać się ciuchami z innymi uczestniczkami imprezy. Firmy odzieżowe także zaczęły aktywnie angażować się w akcje mające na celu ograniczenie ilości ubrań, które lądują na wysypiskach. Zwykle do sklepu z ubraniami wchodziliśmy z pustymi rękami, a wychodziliśmy obładowani torbami z zakupami. Teraz firmy takie jak H&M, Levi’s czy Marks & Spencer namawiają nas do tego, żebyśmy przynieśli stare, niechciane ubrania, zostawili je w jednym z koszy i dzięki temu dali im szansę na nowe życie. Oddane rzeczy zostają poddane segregacji – te które są wciąż zdatne do użytku przekazywane są do sklepów z używaną odzieżą lub rozdawane potrzebującym, inne znajdują zastosowanie jako wypełniacz w materacach, pluszowych maskotkach lub jako materiał izolacyjny. Jednak coraz więcej z nich wraca na półki sklepowe w zupełnie nowej postaci, dzięki zastosowaniu innowacyjnej technologii, która wreszcie pozwoliła na ponowne wykorzystanie włókien. Z oddanej sukienki czy bluzki wypruwane są zamki i guziki, materiał rozdrabnia się na jednolitą masę, z której potem powstaje nowe włókno i nowa tkanina, a ostatecznie nowe ubranie, bez uszczerbku na jakości. I ten proces można powtarzać wielokrotnie. To przełomowy krok w kierunku zamknięcia obiegu ubrań i uczynienia mody naprawdę odpowiedzialną.
Trwa ładowanie komentarzy...